Menu
Gildia Pióra na Patronite

Książka, która zrobiła mi z psychiki szklany klosz

Sage-Mode

Sage-Mode

Mam wrażenie, że w pewnym stopniu jako ludzie, mamy pewne skłonności do tego, by doświadczać życia również w sposób metafizyczny. Czym jest doświadczenie metafizyczne? Ciężko jest to stwierdzić. Z pewnością jest pewien "ideał" takiego doświadczenia, w którym człowiek czuje się w błogo, jest wewnętrznie spokojny, zdaje się, że jego emocje stają się delikatne, czułe, a przede wszystkim swobodne, nie posiadają jednak czegoś, co nadaje przeżywaniu emocji intensywności, wręcz przeciwnie, samo ich doświadczenie rysuje się jako sama przyjemność.

Z tej racji sięgamy po psychodeliki, czasem stosujemy jakieś rytuały lub... sięgamy po literaturę.

Przyznaję, że książkę dorwałem zupełnie przez przypadek. Przeglądałem księgozbiór mojego ojca, było tam trochę "klasycznych" pozycji, żadna jednak mnie nie zachęciła. I tu nagle patrzę, widzę "Szklany klosz" autorstwa Sylvi Plath. O ile miałem mgliste pojęcie na temat twórczości tejże kobiety, o tyle wiedziałem, iż słynną jest przede wszystkim jej poezja. Chociaż jest z pokolenia późniejszego, niż Virgina Woolf, zdaje się, że była pisarką, która w dużym stopniu odcisnęła się na kulturze Stanów Zjednoczonych. Bo tam właśnie ma miejsce historia książki. A jej głównym bohaterem zdaje się być sama autorka.

I muszę przyznać, że jakoś nazwisko Plath skłoniło mnie, by chwycić za książkę. W tamtym okresie stwierdzam, że był to możliwie najlepszy wybór. Przede wszystkim ceniłem sobie poetycki język powieści, który również jest dość widoczny w tejże książce. Jednak, tym, co urzeka mnie w historii, a raczej sposobie jej przedstawienie, jest pewne poczucie subiektywizmu, który wynika z indywidualnego przeżywania zewnętrznego świata, a który to subiektywizm staje się mocno widoczny w wielu poematach. Jednak, z subiektywizmem i poematami jest ten problem, że niejednokrotnie autor po prostu leci w nieznane i sięga po język tak odległy przyziemności i wszystkim sprawom, które są prozaiczne i przyziemne, iż ciężko w ogóle osadzić poemat w realnym świecie.

W przypadku Sylvi osadzenie powieści w ramach realnego świata jest bardzo widoczne. Czytelnik zajmuje bardzo wygodną przestrzeń, przestrzeń, którą chyba nie sposób nazwać, przestrzeń, która jest buforem, a jednocześnie granicą pomiędzy tym, co materialne, a tym, co niematerialne, ponieważ staje się odczuciem. A odczucia te płyną właśnie z zetknięcia się bohaterki "Szklanego klosza" z rzeczywistym światem. W zmyślny świat nie tylko wprowadziła mnie autorka w mankamenty kobiecej psychiki, które są nader prozaiczne, a to tylko dodaje tak naprawdę całości utworu pewnego, subtelnego nastroju, a jednocześnie autorka zachowuje swój realizm, w którym niektóre rzeczy po prostu są, jakie są.

Pojawia się wiele, pobocznych postaci, różnego typu relacji, których punktem wspólnym jest oczywiście sama bohaterka. Jest ona całym światem, natomiast nie wydaje się, by jednocześnie ten sam świat stwarzał na tyle przestronną przestrzeń, by bohaterka mogła się w tym świecie jakoś odnaleźć.

Poznajemy świat amerykańskiej literatury połowy XX wieku od zaplecza. Z całą, amerykańską naleciałością pewnej pompatyczności, pewnego, surowego, bądź, co bądź przepychu, gdzie symbolem potęgi nie są już piękne zdobienia, zmyślne formy, a wyłącznie sam ogrom surowej, metalicznej i przeszklonej architektury, której głównym celem jest piąć się ku górze, jak ku górze pragną się piąć amerykanie, również pośród pisarzy, poetów, którzy w tamtym okresie pełnili funkcję celebrytów. Oznacza to, że możemy poznać, jak działa świat literatury w Ameryce tamtego okresu poza samą literaturą a w przestrzeni, w której obracają się popularni, czy sławni w tamtym okresie pisarze i poeci. I jest to obraz bardzo ciekawy.

Jak się to ma do metafizycznej chęci przeżywania samego świata i błogostanu? By to zrozumieć, myślę, iż samemu trzeba sięgnąć po "Szklany klosz", by zrozumieć również zamysł na tytuł, ale i tutaj autorka postawiła na skrupulatny opis samego procesu powstawania klosza, powodów, dla których ten się pojawił, czynników, jakie miały miejsce w ogóle przed pojawieniem się potrzeby założenia tegoż klosza.

A wszystko wyłącznie po to, by pod koniec lektury zrozumieć doświadczenie słodkiego błogostanu, w którym zanika również subiektywizacja świata, a wszystko zaczyna się zlewać w jedno i przestaje chyba nawet istnieć podział na rzeczywistość widzialną i odczuwalną, a pozostaje po prostu rzeczywistość pozbawiona już subiektywnej oceny, czy refleksji.

Była to jedna z niewielu książek, które zrobiły mi dobrze od środka, chociaż na to uczucie musiałem czekać całą lekturę, podobnie jak bohaterka samej lektury musiała przejść swoją historię, by wyjawić nam tajemnicę "Szklanego klosza".

Z pewnością sam sposób prowadzenia opowieści, jak również język, którym posługuje się autorka, a który w bardzo kunsztowny sposób balansuje pomiędzy czymś na wzór dziennika a wiersza, tym bardziej zachęca do tego, by, oderwanym od poczucia upływu czasu, dać się porwać samej opowieści.

6122 wyświetlenia
225 tekstów
5 obserwujących
  • Victoria Angel

    6 March 2024, 13:06

    Podsunąłeś mi teraz pomysł na opowiadanie, ale najpierw muszę dokończyć pisać swoje. W gruncie rzeczy wolę czytać Twoje " Od mitologii do patologii" , lepsze od serialu " Świat według Kiepskich", bo Kiepskich to już nie trawiłam.