Menu
Gildia Pióra na Patronite

Zaćmienie serca - cz.XVI

loveforever

Wydawało mi się, że to było jakieś cholerne zaćmienie serca. Najgorsza z każdej rzeczy stała się. Było mi już wszystko obojętne. Po sama nie wiem ilu godzinach jakimś cudem znalazłam się w domu. Nie miałam nawet ochoty pójść się wykąpać. Wpadłam po prostu biegiem do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Byłam tak wymęczona, że nie zasnęłam, a osłabłam.

PÓŁ ROKU PÓŹNIEJ
Co miałam robić? Musiałam żyć, chodzić, jeść, pić, uczyć się. Funkcjonowałam po prosu – ot, co. Życiem tego chyba nie można było nazwać. Pierwsze dwa tygodnie spędziłam po prostu leżąc w łóżku, nie chodząc do szkoły i jedząc nawet ledwo co. Potem jakoś wstałam z łóżka, poszłam do szkoły, jakby nigdy nic. Na pytanie dziewczyn co mi jest, odpowiadałam, że byłam chora. Nie do końca mi wierzyły, bo znacznie wtedy schudłam, miałam wory pod oczami. Wyglądałam prawie jak zombie. Zero uśmiechu, zero odezwu. Taki jakby wrak człowieka. Wraz z powrotem do tak zwanego życia, musiałam sporo pracować nad sobą. Nawet brat się mną przejął, tego się nie spodziewałam. A Kinga i Marcin… oni przez cały ten czas do mnie przychodzili, pocieszali mnie. Lub raczej próbowali. Ja ich nie słuchałam. Udawałam, że śpię, a jak nie to, to wychodziłam z pokoju i przenosiłam się do innego. Nie miałam żadnego kontaktu ze światem. Potem było trochę lepiej. Ale wszystko co robiłam, robiłam z taką myślą, że muszę robić. Muszę się uczyć, muszę zrobić zakupy i tak dalej. Nie miało dla mnie znaczenia to, czy za chwilę przejdzie mnie samochód, ani nic. Szłam przed siebie i nie martwiłam się o to. Nie interesowałam się niczym, poza tym, co muszę. Olałam wszystko i wszystkich. Nie miało dla mnie znaczenia to, czy lada moment Kinga i Marcin odwrócą się ode mnie. Marcin poniekąd już to zrobił. Jednak, kiedy zobaczył mnie w szkole, podszedł do mnie. Podszedł i zapytał czy wróciła stara Paulina. Co miałam odpowiedzieć? „Nie, nadal jestem jak zombie.” Powiedziałam, że już prawie, staram się. Do tego sztucznie się uśmiechnęłam. Ale starałam się. Cały ten czas starałam się jak tylko mogłam. Dzień w dzień. Po jakimś czasie spostrzegłam, że wszyscy, wszyscy, poza Kingą traktują mnie jak wiatr w zimny dzień. Niby jesteś, ale tak naprawdę nikomu niepotrzebny. Bałam się tego. Bałam się siebie. To nie było normalne. Musiałam coś ze sobą zrobić. Nie mogłam zniszczyć całego swojego dotychczasowego życia. Byłam kimś, byłam na czole szkoły, a teraz? Teraz byłam niczym roślinka. To nie tak miało być. Musiałam z tym skończyć. Nie mogłam poddawać się bólowi. Musiałam zacząć nauczyć się panować nad tym. Cierpienie postanowiłam zostawić sobie na noc. Jednak to nie przychodziło tak łatwo. Jako pierwszą rzecz, jaką powinnam zrobić… był odezw do Marcina. Tylko nie wiedziałam czy on chce jeszcze mieć ze mną do czynienia. Musiał zrozumieć w jakiej byłam sytuacji. Miałam szczerą nadzieję, że będzie lepiej. Może nie tak, jak dawniej, aczkolwiek lepiej.

9857 wyświetleń
121 tekstów
2 obserwujących
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy!