Menu
Gildia Pióra na Patronite

Zaćmienie serca - cz.XV

loveforever

Po raz ostatni obudziłam się nad ranem.

Najgorszy dzień w życiu
Nic mi się nie chciało, ale mama wołała mnie na dół, aby pomóc jej w sprzątaniu. Co miałam zrobić? Musiałam się ubrać i jej pomóc, a właściwie to ją wyręczyć. Powiedziała, że jest umówiona z koleżanką. Więc kiedy oddała w moje ręce wysprzątanie całego domu poszła się naszykować i wyszła. Musiałam umyć okna, podłogi, powycierać kurze i tak dalej. No tak, było jasne, że mamy sobotę. Po jakichś trzech, albo może coś w okolicach czterech godzin ogarnęłam cały dom. Potem poszłam sobie zrobić takie opóźnione śniadanie. Zjadałam i nie wiedziałam co robić dalej ze sobą tego dnia. Co do moich przemyśleń z dnia poprzedniego… byłam pewna, że to wydarzy się dzisiaj.
- Oskar – pomyślałam.
- Wydaje mi się, że coś jest nie tak. Możemy pogadać, spotkać się? – zapytałam go.
- W sumie też chciałem Cię zapytać, czy możemy się spotkać. Za ile i gdzie?
- Za pół godziny pod Twoją szkołą? – zaproponowałam.
- Wolałbym jednak w trochę innym miejscu, niż pod szkołą. Może w lasku?
- Nie ma sprawy. To za pół godziny w lasku.
- Zjawię się.
Po około piętnastu minutach byłam gotowa do wyjścia. Zbiegłam po schodach na dół i wyszłam szybko z domu. Miałam mało czasu na dotarcie. Jednak zdążyłam przed czasem. Oskar jak zwykle zjawił się punktualnie. Minutę w minutę.
- Chciałeś o czymś ze mną porozmawiać, prawda?
- Tak, ale może najpierw Ty powiedz to, co masz mi do powiedzenia.
- W porządku. Tak więc… wiesz, wydaje mi się, że ostatnio… mam złe przeczucia, coś się stanie.
- Rozumiem Twoje obawy. Hm… i nie wiem jak mam Ci to powiedzieć, ale wiesz… one chyba… one są słuszne.
- Tak? Co masz na myśli?
- Posłuchaj. My nie powinniśmy się spotykać. Jak zdajesz sobie sprawę mój ojciec jest dla Ciebie niebezpieczny. Nie możemy, nie powinniśmy.
- O czym Ty mówisz? – pytałam go z niedowierzeniem. – Jak możesz mówić coś takiego? Przecież wiesz, że to nic…, ja się tego nie boję. To nic, naprawdę. Nie możesz mi tego zrobić.
- Owszem, mogę. Nawet muszę. My naprawdę nie możemy się spotykać. To nie tak być powinno. Powinnaś być z normalnym chłopakiem, który ma normalną rodzinę. Będąc ze mną narażasz się na ogromne niebezpieczeństwo.
- Już się powtarzasz. To nie ma znaczenia, rozumiesz? To nie ma żadnego znaczenia! – krzyczałam do niego.
- Nie ma? – poczułam w nim chwilę zwątpienia…
- Nie ma i nigdy nie będzie miało.
- Ale to nie zmienia faktu, że to koniec. My nie możemy ze sobą być, zrozum to dziewczyno.
- Nie możemy być, czy nie chcesz? Gdybyś chciał, moglibyśmy.
- Rzeczywiście, nie chcę. To chciałaś usłyszeć?
- Nie chciałam, ale to zmienia postać rzeczy.
Stałam jak wryta, jednocześnie nogi uginały się pode mną. Miałam wrażenie, że za chwilę upadnę.
- Jak to się stało, dlaczego? – pytałam go.
- Po prostu. Wydawało mi się, że coś do Ciebie czuję. To było tylko zauroczenie. Ja Cię nie kocham, to tylko zauroczenie.
- Wydawało mu się, a to dobre! – nic innego nie potrafiłam mu powiedzieć.
- Żegnaj. Zmienię szkołę, już nigdy się nie spotkamy. Wyjadę, nie wiem… cokolwiek. Nie będę ranił Cię swoim widokiem.
- Teraz jesteś taki wspaniałomyślny? Jak możesz tak mówić? Bez żadnego uczucia, no jak?! Popatrz mi prosto w oczy i mi to powiedz.
- Nie kocham Cię – powiedział i odszedł, głaszcząc mój policzek po raz ostatni.
Kiedy odszedł moje kolana zapadły się pode mną. Leżałam tak czekając na… sama nie wiem na co. Chyba na to, że zaraz wróci, kucając przy mnie i powie, że to był jakiś głupi żart. Czekając na to, że zaraz znowu mnie przytuli. Leżałam w lodowatym lesie, nie martwiąc się o to, co się ze mną stanie. Było mi to obojętne. Mój mały, wielki świat się zapadł. On zniknął.

9857 wyświetleń
121 tekstów
2 obserwujących