Menu
Gildia Pióra na Patronite

***

Miałem wtedy lekką rękę do hajsu,
także leciałem na karcie jak dywanie,
poniosło mnie o kilka słów za daleko
i znalazłem się na końcu języka. Nie było
tam miejsca dla dwoje, tylko resztki tożsamości,
na którą miałem dowód twardy, jak kamień,
w którym wyrzeźbiłem ci serce.

Miałem wtedy lekką rękę do hajsu,
nie raz popłynąłem o kilka łyków whisky za daleko.
Miałem nadzieję na pełne szklanki i puste łóżko,
chciałem zrobić trochę porządków i wyczyściłem
konto. Miałem mieć świeży start, ale zakładałem bluzę,
na której zapach papierosów i perfum mieszał się
w ten sam, znajomy aromat pustki, w której
myśli trochę za głośne psują przymułę.

Nie raz, gdy przyszło mi trzeźwieć, wolałem
skończyć ze sobą, niż znowu stawiać pierwszy
krok naprzód, wolałem postawić kolejkę i uciec,
gdy język plątał się jak dwa ciała w amoku.

Nie raz zdarzało się, że tak mocno wbiłem
spojrzenie w podłogę, iż nie mogłem podnieść głowy,
a co dopiero podnieść na duchu. Podniosłaś mi
parę razy ciśnienie i powiedziałem, co o tym myślę.

Potem było mi głupio, ale nie mówiłem: przepraszam.
Znowu mówiłem, że muszę się jakoś zebrać,
dlatego zbierałem puste butelki upchane po kątach.
Nie było u mnie miejsca dla dwoje.
Nie raz śmiałem się głośno i płakałem nad ranem.

Potem znowu szybka kolejka na kaca i do wieczora
byłem królem i bogiem. Było parę osób, które wciąż
we mnie wierzyły, dlatego poszedłem do przodu.

Wiem, że już o mnie nie myślisz. Zdarza się jeszcze,
że patrzę w przeszłość, teraz już trzeźwy, z uśmiechem,
nie mam już nic do ciebie, może tylko numer.
Wykręciłem ostatki uczuć i stałem się oschły.

Było, jak było. Dzisiaj zostało puste łóżko
i ręce pełne roboty.

3161 wyświetleń
96 tekstów
4 obserwujących
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy!