Menu
Gildia Pióra na Patronite

Żuki i ćmy

Czarnoprochowiec za pazuchą czarnego prochowca
Czekam na niego, już widziałem nagrobek
On też umyślił park śląski na spotkanie
Gdzie jej to zrobił, gdzie ona się stała

Nienawidziła ornamentowych kwiatów
Upodobała sobie takie zwyczajne z pola
Może dlatego umarła wiosną, może dlatego jest zima
Jak dziwnie patrzeć na drugą połówkę
Samemu będąc już ledwie jedna czwartą

Myślę – odejdę, nic z tego, przyjdę potem
I znów pomyślane słowa chowają się za zębami
Palę papierosa, gorzkie popijam słodkim jak K.
Miało przecież nie być żadnego potem

Widzę jego figurę na rozpostartej dłoni
Malutki jak okruszek – niegroźny
Rozciągnięty na szkle oka
Do niebotycznych rozmiarów

Odpowiada mi zanim zadam pytanie
On też słyszał ją w głowie, też ściskał
Kaburę i drżącym palcem pieścił spust
I jest nam wstyd, że musimy dalej żyć

Odchodzę, nie potrafię, nie umiem
Może w innym życiu bylibyśmy przyjaciółmi
Może w innym życiu sączymy martini z tonikiem
Odchodzę, żyjąc życiem, którego dla niej nie chciałem

414 wyświetleń
20 tekstów
0 obserwujących
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy!