Menu
Gildia Pióra na Patronite

Cóż zrobić z życiem,
gdy marzenia rozsypane,
zdeptane jak śmieci?
Tak ciężko zbierać je na nowo,
lepić wciąż pieczołowicie
gliniane garnki marzeń...

Ty nie stworzyłeś ich
dla mnie ze stali, gdyż
nie ze stali moje serce.
Serce me tak słabe, ale Ty
miłujesz tę kruchą glinę,
wytwór Twoich palców.

Głębia wciąż głębię przyzywa
niestrudzenie.
Głębokości Boga samego wołają
do głębi moich ran - serce raną jest,
więc wylewam je przed Tobą
strumieniem ciemnej krwi.

Ja wiem, żeś głębią, przepaścią nieskończoną.
W Tobie zawiera się wszelkie
istnienie i niezmierzone pragnienie
udręczonego stworzenia.

W krzyku i z jękiem przemierzamy
swoje życie, wciąż tłukąc
gliniane naczynia naszych marzeń.
Lecz cóż nas tu trzyma, jeśli
nie te pragnienia,
pobite, połamane?

Więc lepię je wciąż, dzień po dniu.
W końcu spoglądam w Twoje oczy
znad gliny mego życia.
Co widzę w nich?
Troskę, czułość.

Mówisz mi: "Och, jak bardzo
utrudzone moje dziecko...
Twoje życie jest gliną w moich
rękach.
Proszę, niech odpoczną twe
zmęczone dłonie. Ta glina będzie
miała piękny kształt.
Zaufaj".

Ufam.
Czekam.
Trzymam Cię za słowo.

686 wyświetleń
10 tekstów
0 obserwujących
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy!